Awantura o basen. Biczowanie prezydenta pod publikę
fot. Piotr Antczak

Awantura o basen. Biczowanie prezydenta pod publikę

Na lutowej sesji Rady Miasta Zabrze dwa projekty uchwał, które w istocie miały charakter porządkowy i wynikały z uwag nadzoru prawnego, przerodziły się w gorącą – i momentami wyraźnie polityczną – awanturę o przyszłość zabytkowego basenu przy Placu Krakowskim. Paradoks polegał na tym, że radni dyskutowali tak, jakby procedowane dokumenty dotyczyły likwidacji obiektu, choć wprost podkreślano na sali, że to nie jest uchwała o zamknięciu basenu, a jedynie korekta uchwał sprzed lat i sprawa statutu Zabrzańskiego Kompleksu Rekreacji (ZKR). Niektórzy radni sprawiali wrażenie, jakby nie rozumieli, o czym jest mowa…

Reklama

ZOBACZ TEŻ: Zabrze chce wprowadzić nocną prohibicję. Zapytaliśmy o opinię mieszkańców – W Zabrzu

„Niebezpieczne słowo” i spirala emocji

Iskrą był język uchwały sprzed lat: w jej tytule widniało sformułowanie o „likwidacji zakładu budżetowego” Miejskiego Zakładu Kąpielowego przy pl. Krakowskim 10. Radny Dariusz Walerjański nie ukrywał, że obawia się konsekwencji wizerunkowych i „życia” takiego hasła w przestrzeni publicznej.

– Pojawia się niebezpieczne słowo likwidacja… nie chciałbym, żeby później w przestrzeni publicznej pojawiły się [informacje], że znika nam… kolejny kryty basen – mówił, prosząc o wyjaśnienie, jak rozumieć zapis oraz różnicę między zakładem budżetowym a jednostką budżetową.

Prezydent Kamil Żbikowski odpowiedział jednoznacznie: chodzi o nazwę uchwały z 2002 roku, a obecne zmiany wynikają z konieczności dostosowania dokumentów do wymogów prawnych po uwagach nadzoru. Naczelnik (oraz mecenas) doprecyzowali, że to działania „techniczne”: statut jednostki miejskiej – jako akt prawa miejscowego – musi być przyjęty w odpowiednim trybie, stąd dwa projekty uchwał. Na tym dyskusja mogłaby się skończyć. Nie skończyła się.

Plotki, telefony i oczekiwanie „deklaracji” od prezydenta

Wątek basenu przy pl. Krakowskim wrócił błyskawicznie, gdy wiceprzewodniczący RM Grzegorz Lubowiecki i później kolejni radni zaczęli mówić o krążących „słuchach” i telefonach od mieszkańców. Padło nawet żądanie jednoznacznej obietnicy, że w tej kadencji nie dojdzie do zamknięcia obiektu.

Prezydent odpowiadał ostrożnie: podkreślił, że temat nie jest przedmiotem uchwały, ale miasto będzie musiało przyjrzeć się przyszłości obiektu, opierając się na opinii fachowców.

Twarde dane: 3,5 mln kosztów, 0,5 mln przychodów i „druzgocące” statystyki

Dyrektor Zabrzańskiego Kompleksu Rekreacji Bartosz Kwestorowski przedstawił wyliczenia dotyczące obiektu przy Placu Krakowskim: roczne wydatki na poziomie prawie 3,5 mln zł, przychody z części basenowej około 0,5 mln zł. W praktyce – jak mówił – to około 3 mln zł dopłaty rocznie do funkcjonowania obiektu. Dodał, że nowy basen na os. Kopernika jest wykorzystywany optymalnie i cieszy się dużą popularnością, czego nie można powiedzieć o zabytkowej pływalni; w soboty z basenu przy pl. Krakowskim korzysta ok. 25 osób dziennie, podczas gdy na obiekcie przy al. Wojciecha Korfantego w tym samym czasie to około 1.000 osób. Wskazał też na barierę lokalizacyjną: brak własnego parkingu w ścisłym centrum.

Dalsza część artykułu pod materiałem video 👇

Od troski o zabytek do politycznego okładania prezydenta

Merytoryczne dane szybko stały się amunicją. Wystąpienia części radnych brzmiały tak, jakby decyzja o zamknięciu już zapadła, a odpowiedzialność spoczywała wyłącznie na obecnym prezydencie. Padły słowa o „barbarzyństwie”, „początku końca” i zarzutach, że radni dowiadują się „od mieszkańców, a nie od prezydenta”, a władza traktuje ich jak „piąte koło u wozu”.

Jednocześnie kilku radnych odwoływało się do emocji i historii obiektu: zbliżającego się 100-lecia pływalni, wyjątkowej architektury z przeszklonym dachem, a także symbolicznego znaczenia miejsca.

Główna oś sporu przesunęła się: z pytania „co zrobić, by basen był wykorzystywany” na przekaz „prezydent chce zamknąć basen”.

Prezydent: Nie jestem autorem pomysłu likwidacji i nie róbcie na tym polityki

Żbikowski kilkukrotnie powtarzał, że nie jest inicjatorem pomysłu zamknięcia basenu i że takie dyskusje pojawiały się wcześniej – przed jego kadencją. Zwrócił uwagę, że wskazania o deficytowości wynikają z „twardych danych” przedstawianych przez zarządzających obiektem.

W najbardziej napiętym momencie prezydent przeszedł do kontrataku: pytał wprost radnych, ile razy w ostatnim roku kupili wejściówkę i korzystali z pływalni, skoro dziś są takimi „fanami pływactwa”. Padł też argument, że jeśli rada uważa utrzymanie basenu za priorytet, musi wskazać źródła pokrycia dopłaty – wprost padła kwota 9 mln zł jako koszt trzech lat do jubileuszu.

– To są zbyt poważne tematy, żeby na tym robić sobie jakąś politykę – mówił, apelując o powagę i merytorykę.

ZOBACZ TEŻ: Katastrofa boiska na Rataja. Miasto musiało zwrócić dotację – W Zabrzu

Uchwała była porządkująca kwestie formalne i wszyscy już to wiedzieli, ale radni dalej swoje…

W całej tej dyskusji szczególnie mocno widać było mechanizm: uchwała była techniczna, ale sala zachowywała się, jakby chodziło o likwidację basenu, a prezydent miał „wziąć to na klatę” jako autor pomysłu.

Najlepszym przykładem byłą wypowiedź radnego Mariana Rau (KO-NZ). Gdy dyrektor Kwestorowski podał już konkretne liczby dotyczące kosztów i przychodów, Rau… wrócił do pytań, które w dużej części wynikały z emocji, nie z wysłuchania danych. Dociekał m.in., czy „Aquarius” jest dochodowy, ostrzegał przed wykonywaniem „ruchów” przy zamkniętym Kąpielisku Leśnym i oceniał ewentualne zamknięcie jako „barbarzyństwo”.

To właśnie w takich momentach widać, że debata przestała być o uchwałach i statucie – a zaczęła być o politycznym ustawieniu winnego i obrońców zabytku, nawet jeśli formalnie nikt nie procedował decyzji o zamknięciu obiektu.

Przewodniczący Rady: To nie jest ta uchwała!

Gdy emocje rosły, przewodniczący Rady Grzegorz Olejniczak nie wytrzymał, kilkukrotnie przypominał, że procedowany punkt nie dotyczy likwidacji basenu i że w przestrzeni publicznej łatwo będzie o fałszywy przekaz w stylu: „jutro zakład kąpielowy jest zamknięty”. Prosił o skupienie na meritum, zapowiadając, że jeśli w przyszłości temat wróci w formie realnej decyzji, wtedy będzie czas na właściwą debatę. Niewiele to dało – radni, głównie Koalicji Obywatelskiej (a przecież przewodniczący Olejniczak, który przed chwilą się do nich zwracał, też jest z KO), dalej wałkowali temat. Co ciekawe, na końcu… i tak zdecydowana większość zagłosowała za uchwałą.

Co wynika z tej awantury?

Po pierwsze: lęk o basen przy Placu Krakowskim jest realny, bo z ust dyrektora i prezydenta padły twarde dane o deficytowości i konieczności podjęcia w przyszłości decyzji o strukturze usług ZKR.

Po drugie: na lutowej sesji radni w znacznej części rozgrywali temat tak, jakby decyzja już zapadła – i jakby jej autorem był obecny prezydent, mimo że formalnie dyskusja dotyczyła porządkowania podstaw prawnych działania jednostki.

Po trzecie wreszcie: jeśli miasto ma utrzymać zabytkowy obiekt w funkcji basenowej, sama emocjonalna obrona „bo ma 100 lat” nie wystarczy. Potrzebny będzie plan – frekwencyjny, ofertowy, komunikacyjny i finansowy – bo dziś, jak wynika z przedstawionych liczb, basen w centrum kosztuje Zabrze około 3 mln zł rocznie dopłaty, przy bardzo niskim wykorzystaniu w porównaniu z obiektem na al. Korfantego, który też jest deficytowy.

Źródło: W Zabrzu

Subskrybuj nasz kanał na YouTube! 👇

Reklama