Rada Miasta Zabrze ostatecznie wycofała się z tzw. uchwały „antyimigranckiej”. Podczas nadzwyczajnej sesji 17 marca radni uchylili dokument przyjęty w czerwcu 2025 roku, w którym samorząd sprzeciwiał się tworzeniu w Zabrzu ośrodków dla imigrantów oraz przymusowej relokacji migrantów. Tym razem wynik głosowania był odwrotny niż dzień wcześniej – za uchyleniem uchwały opowiedziało się 14 radnych, przeciw było 11.
ZOBACZ TEŻ: Zabrzanin poszukiwany za gwałt zatrzymany przez „łowców głów” – W Zabrzu
W porównaniu z głosowaniem z 16 marca doszło do wyraźnej zmiany układu sił. Zdanie zmienili: Alojzy Cieśla, Adam Harasimowicz, Artur Libor, Lucyna Langer, Anna Sosnowska i Wioletta Szymańska. To właśnie ta zmiana przesądziła o uchyleniu uchwały.
Tym razem padły konkretne liczby i ostrzeżenia
Wtorkowa sesja miała zupełnie inny ciężar niż ta z 16 marca. Dzień wcześniej spór dotyczył głównie tego, czy uchwała była wadliwa prawnie i czy rada powinna się z niej wycofywać. Tym razem w centrum znalazły się pieniądze – i to bardzo konkretne.
Już na początku obrad prezydent Kamil Żbikowski tłumaczył, że miasto zostało postawione w sytuacji nagłej i bardzo poważnej. Jak mówił, chodzi nie tylko o jeden projekt, ale o cały system finansowania inwestycji z funduszy europejskich. Podkreślał, że utrzymanie uchwały może oznaczać odcięcie Zabrza od zewnętrznych pieniędzy, bez których miasto – będące w programie postępowania ostrożnościowego – nie będzie w stanie realizować wielu zadań.
Prezydent wskazywał, że zagrożone są nie tylko dotacje dla Muzeum Górnictwa Węglowego, ale również „wszystkie inne nasze wnioski o fundusze europejskie”. Mówił wprost o możliwym zablokowaniu około 200 mln zł, z czego około 70 mln zł dotyczyło projektu muzeum, a „100 kilkadziesiąt milionów” – miejskich przedsięwzięć. Ostrzegał, że w praktyce mogłoby to oznaczać anulowanie większości tegorocznych i przyszłych inwestycji: od remontów szkół, przez place zabaw i drogi, po projekty termomodernizacyjne i energetyczne.
Żbikowski starał się też uspokoić mieszkańców w sprawie samego tła politycznego sporu. Zapewniał, że w Zabrzu nie są prowadzone żadne rozmowy dotyczące tworzenia ośrodków dla migrantów ani centrów przymusowej relokacji. Jak podkreślał, „nie ma żadnych planów” w tym zakresie, a wszelkie spekulacje na ten temat są nieprawdziwe. Jednocześnie zaznaczył, że sama uchwała nie daje mieszkańcom żadnej realnej ochrony, bo ma charakter politycznej deklaracji i nie zawiera żadnych mechanizmów prawnych, które mogłyby cokolwiek zablokować.
Dyrektor muzeum: ministerstwo wskazało wprost na uchwałę Zabrza
Istotna dla całej debaty była wypowiedź Bartłomieja Szewczyka, dyrektora Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu. To właśnie on bardzo precyzyjnie opisał, na czym polega problem i dlaczego sprawa nabrała takiego tempa.
Szewczyk poinformował, że muzeum ubiega się o dofinansowanie w ramach programu FEnIKS 2021–2027 na projekt pod nazwą: „Industrialne dziedzictwo Górnego Śląska. Rewitalizacja obiektów zabytkowych Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu”. Jak podkreślił, projekt uzyskał już pozytywną ocenę formalną i merytoryczną, a do rozstrzygnięcia pozostała jedynie decyzja o przyznaniu dofinansowania.
I właśnie na tym etapie pojawił się problem. Dyrektor muzeum powiedział, że instytucja została wezwana do złożenia wyjaśnień w sprawie spełniania kryterium zgodności projektu z klauzulą niedyskryminacyjną. Termin był nieprzekraczalny – do 17 marca, do końca dnia.
Najmocniejszy fragment jego wystąpienia dotyczył tego, że ministerstwo nie pozostawiło żadnych wątpliwości, co uważa za przeszkodę. Jak relacjonował Szewczyk, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wskazało wprost na uchwałę Rady Miasta Zabrze z 23 czerwca 2025 roku w sprawie niedopuszczenia do tworzenia ośrodków dla imigrantów i nieprzyjmowania ich w ramach paktu migracyjnego. W ocenie ministerstwa to właśnie ten dokument ma charakter dyskryminujący.
Dyrektor podkreślał, że niezależnie od ocen politycznych czy światopoglądowych, dla instytucji ubiegającej się o środki ma to charakter czysto zero-jedynkowy: albo ministerstwo uzna, że warunek jest spełniony, albo nie. Jeśli nie – projekt wypada z gry.
Nie tylko muzeum. Zagrożone także już podpisane umowy
Szewczyk zaznaczył przy tym bardzo wyraźnie, że sprawa nie dotyczy wyłącznie jednego wniosku muzeum. Jak tłumaczył, problem obejmuje również wszystkie projekty unijne składane przez miasto Zabrze oraz przez podmioty od niego zależne. W praktyce oznacza to – jak mówił – całkowitą blokadę na środki unijne wydatkowane na terenie miasta.
Co więcej, dyrektor zwrócił uwagę na jeszcze poważniejsze ryzyko: nie chodzi wyłącznie o przyszłe projekty, ale także o te, które są już realizowane. Według jego relacji przepisy pozwalają instytucji finansującej wypowiedzieć umowę o dofinansowanie również w trakcie realizacji projektu, jeśli uzna, że klauzula niedyskryminacyjna nie jest spełniona. W takim przypadku możliwe byłoby nawet żądanie zwrotu środków już wypłaconych i wydanych.
To szczególnie istotne w przypadku samego muzeum, bo – jak przypomniał Szewczyk – placówka realizuje już inny projekt w ramach programu FEnIKS, na który część pieniędzy została już wydana.
Dyrektor przypomniał też, że obecna skala działalności Muzeum Górnictwa Węglowego powstała w dużej mierze dzięki funduszom unijnym. Jak mówił, wkład miasta w cały proces rewitalizacji wyniósł niespełna 10 proc., a reszta pochodziła właśnie z pozyskanych dotacji. Dodał, że kolejne projekty są niezbędne także z punktu widzenia starań o wpis na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Na koniec zaapelował do radnych o umożliwienie dalszego pozyskiwania środków przez muzeum.
Miasto: zagrożone około 150 mln zł
Dane przedstawione przez naczelnik wydziału realizacji projektów Grażynę Szczepańską-Wabnic tylko wzmocniły presję na radnych. Urzędniczka przypominała, że zasady niedyskryminacji i równego traktowania obowiązują na każdym etapie korzystania ze środków unijnych – od składania wniosku, przez realizację projektu, aż po okres jego trwałości.
Jak wyliczała, miasto ma obecnie podpisane umowy w 13 projektach na kwotę ponad 56 mln zł dofinansowania. Kolejne 3 projekty są na etapie przygotowania do podpisania umów, a następnych około 10 wniosków czeka na ocenę. Łącznie – jak podkreślała – chodzi o około 150 mln zł zewnętrznego wsparcia.
To projekty z różnych obszarów: dla seniorów i społeczności lokalnych, z zakresu edukacji, odnawialnych źródeł energii, grantów dla mieszkańców czy działań inwestycyjnych. Zdaniem miasta utrzymanie uchwały mogłoby doprowadzić do sytuacji, w której instytucje finansujące zaczną wzywać Zabrze do składania wyjaśnień także w innych postępowaniach, a to mogłoby zablokować dalsze procedowanie tych spraw.
Opozycja: to polityczny nacisk i niebezpieczny precedens
Przeciwnicy uchylenia uchwały nie zmienili jednak swojej narracji. W trakcie sesji padały słowa o „szantażu”, „naciskach” i uzależnianiu pieniędzy od politycznych decyzji samorządu. Radni głosujący przeciw przekonywali, że skoro uchwała funkcjonuje od miesięcy i nie została uchylona przez wojewodę, to nie powinna nagle stać się podstawą do blokowania funduszy.
Podnoszono też argument, że uchwała miała charakter deklaratywny, nie tworzyła realnych skutków prawnych, a łączenie jej z dostępem do pieniędzy jest groźnym precedensem. Ostatecznie jednak większość rady uznała, że ryzyko finansowe dla miasta jest zbyt duże, by dalej utrzymywać dokument w obiegu.
Kto głosował za, kto przeciw
Za uchyleniem uchwały głosowali: Janusz Bieniek, Alojzy Cieśla, Adam Harasimowicz, Lucyna Langer, Artur Libor, Wojciech Niezgoda, Grzegorz Olejniczak, Mariola Olichwer, Urszula Potyka, Marian Rau, Anna Sosnowska, Wioletta Szymańska, Maciej Śliwa i Dariusz Walerjański.
Przeciw byli: Łucja Chrzęstek-Bar, Sebastian Dziębowski, Martyna Francikowska, Paweł Front, Adam Ilewski, Krystian Jonecko, Grzegorz Lubowiecki, Ferdynand Reiss, Marcin Szczerba, Grzegorz Turek i Maciej Zgrzendek.
Wtorkowe głosowanie kończy więc dwudniowy polityczny spór wokół jednej z najgłośniejszych uchwał ostatnich miesięcy w Zabrzu. Jeszcze 16 marca rada nie chciała się z niej wycofać. Wystarczył jednak jeden dzień, dodatkowe dokumenty, wystąpienie dyrektora muzeum i twarde ostrzeżenie o możliwej utracie dziesiątek, a nawet setek milionów złotych, by zmieniono stanowisko.
Źródło: W Zabrzu





