To był proces, który ciągnął się przez lata, przechodził przez kolejne gabinety prezydenckie i wielokrotnie grzązł w miejscu. Rozpoczęty jeszcze pod koniec kadencji Małgorzaty Mańki-Szulik (rok 2024), prowadzony później za czasów Agnieszki Rupniewskiej i Ewy Weber, finału doczekał się dopiero za prezydentury Kamila Żbikowskiego. Rada Miasta Zabrze zgodziła się na sprzedaż akcji Górnika Zabrze S.A., a do zakończenia procesu pozostały już tylko podpisy na dokumentach. To wydarzy się już w czwartek, 21 maja, w czasie konferencji przedmeczowej – w sobotę Górnik podejmuje Radomiaka i ma realną szansę na wicemistrzostwo kraju, a to z kolei daje możliwość gry w Lidze Mistrzów UEFA.
ZOBACZ TEŻ: Prywatyzacja Górnika Zabrze przegłosowana. Nie obyło się bez krytyki
Podczas dzisiejszego briefingu prasowego jeden z dziennikarzy zwrócił uwagę na skalę tego procesu: 911 dni od podpisania uchwały intencyjnej i czterech prezydentów miasta. Pytanie było proste: czy po takim czasie z serca spada ogromny kamień?
Żbikowski przyznał, że sam miał na doprowadzenie sprawy do końca niespełna dziewięć miesięcy. Jak mówił, po objęciu urzędu musiał najpierw zapoznać się z dokumentami, których wcześniej — jako radny — nie znał.
– Od razu przystąpiliśmy do wznowienia negocjacji, które były w martwym punkcie i trzeba je było, mówiąc w uproszczeniu, zrestartować, tak naprawdę zacząć od początku – mówił prezydent Zabrza.
Proces, który trzeba było „zrestartować”
Prezydent podkreślał, że wcześniejsze etapy prywatyzacji nie doprowadziły miasta do realnego finału. Wskazywał, że opierano się m.in. na wycenie przygotowanej w poprzednim roku, za kadencji jednej z jego poprzedniczek (Agnieszki Rupniewskiej), ale nie była ona akceptowana ani przez Lukasa Podolskiego, ani — jak stwierdził — przez wcześniejszych inwestorów uczestniczących w procesie.
Żbikowski mówił też o zniecierpliwieniu kibiców i braku zaufania do kolejnych miejskich komunikatów.
– Były pewne obietnice i terminy. One się nie sprawdzały. Ja jednak założyłem, że trzeba to zrobić jak najszybciej. Takim moim założeniem było to, że nastąpi to finalnie przed końcem sezonu. No i to się udało – mówił.
Jak zaznaczył, w pewnym momencie liczył nawet, że prywatyzację uda się zamknąć w pierwszym kwartale roku, ale ostatecznie — jak ocenił — miasto zrobiło to najszybciej, jak było to możliwe.
Cotygodniowe spotkania zamiast czekania
Żbikowski wskazał, że jego wkładem w proces było narzucenie negocjacjom regularnego rytmu. Od września 2025 roku zespoły miały spotykać się nie rzadziej niż raz w tygodniu.
– To było coś, czego wcześniej nie było. Te spotkania były bardzo nieregularne, czekano na jakieś nowe decyzje… – mówił prezydent.
Jak dodał, niezależnie od wymiany maili, telefonów i telekonferencji, raz w tygodniu starano się organizować spotkanie obu zespołów negocjacyjnych. Często miał w nich uczestniczyć sam Lukas Podolski.
– Mam tę satysfakcję, że udało mi się dopilnować praktycznie każdego szczegółu i mieć kontrolę nad tym, co uzgodniliśmy i co ostatecznie wypracowaliśmy – podkreślił.
„Nie było woli albo odwagi”
Podczas briefingu nasz dziennikarz zapytał, czy prezydent ma poczucie, że zrobił coś, czego jego poprzedniczkom nie udało się zrobić — albo czego może nawet nie chciały zrobić.
Żbikowski odpowiedział ostrożnie, zaznaczając, że nie chce oceniać poprzedniczek. Dodał jednak, że jako wcześniejszy obserwator miał wrażenie, iż brakowało „woli albo odwagi”, by doprowadzić proces do kolejnych etapów.
– Ten proces naprawdę był w powijakach, wbrew różnym deklaracjom, że obiecywano też jakieś terminy, które dawno minęły. To się po prostu nie wydarzyło – mówił.
Według prezydenta dopiero narzucenie regularności i konsekwentne prowadzenie rozmów pozwoliło krok po kroku przesuwać sprawę do przodu.
Setki wątków i ryzyko prawne
Prezydent Zabrza podkreślał, że prywatyzacja Górnika nie była prostą transakcją. Jak mówił, proces obejmował setki wątków i tysiące szczegółów, które trzeba było omówić, wynegocjować i zabezpieczyć.
– Było to bardzo duże przedsięwzięcie. Z drugiej strony brzemię odpowiedzialności, bo był to bardzo ciężki proces, bardzo ryzykowny też prawnie – wskazywał Żbikowski.
Dodał, że miasto musiało zabezpieczać się opiniami prawnymi i mieć pewność, że działa prawidłowo, bo w Polsce niewiele samorządów przeprowadziło prywatyzację tak dużego klubu piłkarskiego.
Dalsza część artykułu pod materiałem video:
Górnik wchodzi w nową erę
Żbikowski przekonywał, że dzięki finalizacji sprzedaży Górnik Zabrze może wejść w nową erę prywatnego inwestora „w sposób bezpieczny i zorganizowany”. Podkreślił również, że przez ostatnie miesiące miasto nie ingerowało w sportowe funkcjonowanie klubu ani w skład zarządu.
Jak mówił, świadomie nie wymieniał władz spółki, widząc, że obecny układ ma akceptację Lukasa Podolskiego — wtedy jeszcze nie właściciela, ale już ważnej postaci w klubie, piłkarza, mentora i lidera.
– Staraliśmy się sportowo, co też zawsze niestety nie było normą, po prostu nie ingerować. Dać fachowcom i pasjonatom pracować – mówił prezydent.
Dodał, że sukcesy sportowe są przede wszystkim zasługą sztabu, piłkarzy i społeczności Górnika, ale miasto mogło dołożyć swoją cegiełkę, tworząc warunki do spokojnego funkcjonowania drużyny.
Prezydent z podpisem pod historyczną decyzją
Po latach zapowiedzi, przeciągających się negocjacji i niespełnionych terminów prywatyzacja Górnika Zabrze znalazła swój finał. Proces, który rozpoczął się jeszcze za Małgorzaty Mańki-Szulik, przeszedł przez kolejne władze miasta, ale to za prezydentury Kamila Żbikowskiego doczekał się zakończenia.
Można więc powiedzieć, że Żbikowski zapisuje się w historii Zabrza jako prezydent, który sprywatyzował Górnika. Nie sam rozpoczął ten proces, ale to on doprowadził go do momentu, w którym radni dali zielone światło, a do pełnego zamknięcia sprawy pozostały już tylko formalne podpisy.
Źródło: W Zabrzu





