Wielogodzinne dyskusje, dziesiątki pytań i obrady przeciągające się do późnego wieczora. Sesje Rady Miasta Zabrze potrafią trwać naprawdę długo. Problem w tym, że nie tylko wytrwali dziennikarze mają dość, ale też nie wszyscy radni wytrzymują do końca. Podczas ostatnich obrad ich liczba stopniała do tego stopnia, że przewodniczący Rady Miasta Grzegorz Olejniczak publicznie zwrócił uwagę swoim koleżankom i kolegom. – Jest to przykre, że podczas takich sesji całego dnia (…) część radnych wychodzi i ich nie ma – mówił. Sprawdziliśmy, kto opuścił ostatnią sesję i czy radnych można w jakiś sposób zdyscyplinować.
ZOBACZ TEŻ: Rusza Zabrzański Festiwal Smaków. Specjalne propozycje za 29 zł i cenne nagrody
Sesje Rady Miasta Zabrze bywają długie. Bardzo długie. Zdarzało się już, że obrady kończyły się po godz. 23.00. W ostatnich miesiącach przewodniczący Rady Miasta kilkukrotnie musiał zwracać się do radnych o zgodę na kontynuowanie sesji po godzinie przewidzianej w statucie. Nie jest to wyłącznie kwestia organizacyjna. Taką procedurę wprost przewiduje Statut Miasta Zabrze.
Do 20:30, a później potrzebna jest zgoda Rady
Zgodnie ze Statutem Miasta Zabrze porządek obrad powinien zostać wyczerpany w ciągu jednego dnia do godz. 20:30. Jeżeli już wcześniej wiadomo, że będzie to niemożliwe, przewodniczący powinien zaplanować odpowiednią liczbę posiedzeń danej sesji.
Jeżeli natomiast dopiero w trakcie obrad okaże się, że sesji nie uda się zakończyć w wyznaczonym czasie, zastosowanie ma § 30 ust. 2:
„Jeżeli niemożność zakończenia sesji ujawni się w trakcie posiedzenia, przewodniczący obrad odracza dalszą część sesji na inny termin, chyba że Rada wyrazi zgodę na kontynuowanie obrad po godzinie 20:30”.
W praktyce radni często decydują się jednak pracować dalej. Powód przeciągających się obrad jest dość prosty – dyskusje są rozbudowane, a radni zadają prezydentowi, jego zastępcom, naczelnikom wydziałów czy przedstawicielom miejskich jednostek wiele pytań. Odpowiedzi rodzą kolejne pytania i w efekcie następne punkty porządku obrad przesuwają się na późne godziny.
„Za momencik będzie tak, że stracimy kworum”
Tak było również podczas ostatniej sesji (31 sierpnia). Gdy zbliżała się godz. 20.30, przewodniczący Grzegorz Olejniczak zarządził sprawdzenie kworum przed głosowaniem nad przedłużeniem obrad. Przy okazji zwrócił uwagę na problem, który – jak zaznaczył – nie pojawił się po raz pierwszy.
– Jest to przykre, że po prostu podczas takich sesji całego dnia, no niestety gdzieś tam część radnych wychodzi i ich nie ma. Pracownicy są, kto może, wszyscy są… Radni powinni jednak zaplanować ten dzień w taki sposób, żeby móc być do końca tak, jak trzeba – mówił przewodniczący.
Olejniczak zwrócił uwagę, że przedłużanie sesji jest w dużej mierze konsekwencją aktywności samych radnych.
– To, że jesteśmy, to jest nasz obowiązek i to, że też jesteśmy tak długo jest związane z tym, że my zadajemy dużo pytań, że oczekujemy na nie odpowiedzi. Za momencik będzie tak, że stracimy kworum, bo co chwilę część radnych wychodzi – stwierdził.
Zaapelował też, aby problem został omówiony w klubach i środowiskach radnych.
– Nie wiem, czy dyscyplinować to jest dobre słowo, bo ja nie mam też takiej możliwości, żeby komuś kazać tu być, natomiast każdy odpowiada za siebie swoim zachowaniem – mówił Grzegorz Olejniczak. – Jest mi bardzo przykro, że taka sytuacja następuje, a część radnych wychodzi. Nie powinno to mieć miejsca.
Zostało 16 radnych. Dziewięcioro było nieobecnych
Sprawdzenie kworum pokazało, że w tym momencie w obradach uczestniczyło 16 z 25 radnych. Dziewięcioro figurowało w systemie jako nieobecni. Byli to: Janusz Bieniek, Sebastian Dziębowski, Martyna Francikowska, Paweł Front, Adam Ilewski, Ferdynand Reiss, Anna Sosnowska, Wioletta Szymańska oraz Maciej Zgrzendek.
Jak przekazał nam przewodniczący Rady Miasta, jedynie Martyna Francikowska wcześniej poinformowała go, że z powodów osobistych musi opuścić obrady.
Według Grzegorza Olejniczaka radni zaczęli opuszczać obrady mniej więcej około godz. 19.00. Zastrzegł jednak, że nie zna dokładnych godzin wyjścia poszczególnych osób.
Udział w pracach Rady to ustawowy obowiązek radnego
Czy radny może więc przyjść na sesję, podpisać listę obecności, a po kilku godzinach po prostu wyjść?
Ustawa o samorządzie gminnym jasno określa jeden z podstawowych obowiązków osoby sprawującej mandat. Art. 24 ust. 1 stanowi:
„Radny jest obowiązany brać udział w pracach rady gminy i jej komisji oraz innych instytucji samorządowych, do których został wybrany lub desygnowany”
Obowiązek uczestnictwa w pracach Rady wynika zatem bezpośrednio z ustawy. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy zapytamy, co właściwie grozi radnemu, który opuszcza obrady przed ich zakończeniem.
Przewodniczący: nie mam możliwości ich dyscyplinować
Zapytaliśmy o to bezpośrednio Grzegorza Olejniczaka. Czy przewodniczący Rady może w takiej sytuacji wyciągnąć wobec radnego jakiekolwiek konsekwencje?
– Niestety nie mam aktualnie takiej możliwości, żeby jakoś dyscyplinować. Mogę rozmawiać i prosić – odpowiedział przewodniczący.
Jak podkreśla, obecnie nie ma przepisu pozwalającego mu ukarać radnego za takie zachowanie.
– W takim przypadku nie ma mowy o „karaniu” za nieobecność. Na dzień dzisiejszy radny odpowiada przed wyborcami. Prawnie nie ma takiego przepisu – wyjaśnia Olejniczak.
Jak więc dyscyplinować radnych?
A może po kieszeni?
Ustawa o samorządzie gminnym pozwala radzie gminy określić zasady przyznawania diet. Sam mechanizm uzależniania wysokości diety od udziału radnego w posiedzeniach jest prawnie stosowany w samorządach.
Obecnie obowiązująca uchwała w Zabrzu pozwala na obniżenie diety radnego o 25% podstawy za nieobecność na sesji Rady Miejskiej. Dokument nie przewiduje jednak odrębnego potrącenia za wcześniejsze opuszczenie obrad. Można zadać tu filozoficzne pytanie, czy radnego, który opuścił sesję przed jej zakończeniem, traktować jako obecnego czy nieobecnego?
Są samorządy, które w swoich regulacjach nie mają w tej kwestii filozoficznych dylematów. Przykładowo w Opolu przewidziano zmniejszenie diety nie tylko za nieobecność, ale również za opuszczenie obrad stwierdzone przez przewodniczącego.
Radni pytają, sesje się wydłużają, a potem części radnych już nie ma
Sytuacja ma więc dość przewrotny charakter. Z jednej strony radni mają prawo – i obowiązek – kontrolować działalność władz miasta, zadawać pytania i domagać się wyjaśnień. Z drugiej strony właśnie rozbudowane dyskusje powodują, że zabrzańskie sesje potrafią ciągnąć się godzinami. A kiedy robi się późno, liczba osób przy stołach Rady zaczyna się zmniejszać.
Podczas ostatniej sesji kworum udało się utrzymać – pozostało 16 radnych. Przewodniczący nie ukrywał jednak irytacji, że w ogóle trzeba zastanawiać się, czy za chwilę będzie komu dalej obradować.
Formalnego „bata” na wychodzących radnych obecnie nie ma. Pozostaje więc dokładnie to, na co wskazał Grzegorz Olejniczak – rozmowa, prośby o odpowiedzialne traktowanie mandatu i ostatecznie ocena wyborców.
My natomiast, jako czwarta władza, możemy przypomnieć jeszcze raz radnych, którzy… sobie wyszli, mimo że otrzymują za wykonywanie swoich obowiązków pieniądze:
- Janusz Bieniek,
- Sebastian Dziębowski,
- Martyna Francikowska (zwalniała się u przewodniczącego z powodów osobistych),
- Paweł Front,
- Adam Ilewski,
- Ferdynand Reiss,
- Anna Sosnowska,
- Wioletta Szymańska,
- Maciej Zgrzendek
Źródło: W Zabrzu





