„Nie ma ogrodzenia ani ochrony”. Prezes MOSiR ujawniła, jak zabezpieczone jest składowisko
fot. Piotr Antczak

„Nie ma ogrodzenia ani ochrony”. Prezes MOSiR ujawniła, jak zabezpieczone jest składowisko

Sprawa miejskiego, zamkniętego już składowiska odpadów przy ul. Cmentarnej była jednym z tematów poniedziałkowej (13 lipca) sesji Rady Miasta Zabrze. Po serii publikacji portali wZabrzu.info i Zabrze24.info (również TVP3 Katowice) dotyczących możliwych nieprawidłowości na terenie obiektu radni zadawali władzom miasta i prezes Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji szereg pytań, w tym dotyczących kontroli oraz sposobu zabezpieczenia składowiska. Z odpowiedzi władz miasta i prezes Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji wynika, że po zakończeniu pracy o godz. 15:00 na terenie składowiska nie ma ani pracowników, ani ochrony, a monitoring obejmuje jedynie główny wjazd. Składowisko nie jest też ogrodzone, a jednym zabezpieczeniem, oprócz wspomnianego monitoringu, jest… tablica informująca o zakazie wstępu.

Reklama

ZOBACZ TEŻ: Dzień Bezpieczeństwa. Pokazy służb, piana party i atrakcje dla całych rodzin

Miasto: sprawę bada prokuratura i WIOŚ

Na początku dyskusji prezydent Zabrza Kamil Żbikowski poinformował, że po ujawnieniu informacji o możliwych nieprawidłowościach na składowisku miasto zwołało sztab z udziałem kierownictwa MOSiR i urzędników oraz poleciło spółce zawiadomienie organów ścigania i instytucji kontrolnych.

Reklama

Jak przypomniał, 7 lipca Prokuratura Rejonowa w Zabrzu wszczęła śledztwo dotyczące składowania, przetwarzania i gospodarowania odpadami z naruszeniem przepisów ustawy o odpadach. Od 9 lipca na terenie składowiska prowadzona jest również kontrola Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, która ma potrwać do 28 sierpnia.

– Według dotychczasowych informacji wyniki kontroli są bardziej optymistyczne niż zapowiadało się na początku, tzn. nie są to odpady niebezpieczne, są to jakieś frakcje, które być może tam się przypadkiem dostały. Nie chcę jednak wyrokować przed wypowiedzeniem się organów kontroli – przekazał prezydent Żbikowski.

Pytania o nadzór składowiska

Najwięcej pytań radnych dotyczyło jednak nie samego śledztwa, lecz tego, jak wyglądał nadzór nad miejskim składowiskiem zanim sprawa ujrzała światło dzienne.

Radna Lucjana Langer pytała, czy po wydaniu decyzji umożliwiającej prowadzenie rekultywacji miasto zlecało własne kontrole techniczne sprawdzające, czy przywożone odpady rzeczywiście odpowiadają dokumentacji i kartom przekazania odpadów. Wiceprezydent Leszek Kula odpowiedział, że urząd takich kontroli nie prowadzi.

Reklama

– Reagujemy właściwie tylko w momencie, kiedy są zgłoszenia. Było zgłoszenie, że coś się tam znajduje, no i dokonano kontroli – powiedział.

Dodał, że bieżący nadzór nad składowiskiem należy do zarządzającej nim spółki MOSiR, natomiast urząd nie kontroluje wszystkich aspektów działalności miejskich spółek. Do tych słów odniósł się również prezydent Kamil Żbikowski.

– Nie jest tak, że Urząd Miasta kontroluje wszystkie aspekty działalności tych spółek, bo dotychczas nie było powodu, żeby niepokoić się tym, w jaki sposób zarządza spółka – stwierdził. Dodał, że dopiero obecna sytuacja wymaga dokładnego przeanalizowania obowiązujących procedur i wyjaśnienia, „która z firm przywiozła taki odpad, który mógł nie spełniać norm.” – Zaczekajmy na wyniki tej kontroli – zakończył.

Radni: kto pilnował składowiska?

Wiceprzewodniczący Rady Miasta Grzegorz Lubowiecki zwrócił uwagę, że zarówno nasi dziennikarze, jak i ekipa Telewizji Katowice bez większych problemów dostali się na teren składowiska.

Pytał, czy obiekt jest odpowiednio zabezpieczony przed wejściem osób postronnych, podrzucaniem odpadów lub próbą zatarcia śladów podczas trwającego śledztwa.

Reklama

– Czy są jacyś pracownicy, którzy to zabezpieczają? Czy jest monitoring? Czy od strony lasu również można swobodnie wejść? – pytał radny. Zwrócił też uwagę, że przy prowadzonym śledztwie szczególnie ważne jest zabezpieczenie terenu przed ewentualnym zniszczeniem dowodów, a nawet podpaleniem.

Prezes MOSiR: po godz. 15:00 nie ma ochrony

Najbardziej konkretne informacje padły z ust prezes MOSiR Sylwii Rudek-Matuszczak. Przyznała, że na składowisku zatrudnionych jest trzech pracowników, jednak po zakończeniu pracy sytuacja wygląda inaczej.

– Nie mamy ochrony. Składowisko pracuje do godziny 15. Po tej godzinie nie ma już pracowników, nie mamy ochrony, która robiłaby obchody – powiedziała.

Jak wyjaśniła, monitoring zamontowany przy głównym wjeździe uruchamia się po wykryciu ruchu, natomiast każdego ranka pracownicy sprawdzają, czy od poprzedniego dnia nie pojawiły się na terenie nowe odpady. Dodała, że dotąd nie zgłaszali oni takich przypadków.

Monitoring obejmuje tylko wjazd

Podczas sesji pojawiły się także szczegółowe pytania o monitoring. Prezes MOSiR zdementowała informacje o likwidacji kamer, podkreślając, że urządzenia nadal działają przy wjeździe na teren składowiska. Jednocześnie przyznała, że monitoring nie obejmuje całego obiektu, a nagrania przechowywane są przez około trzy tygodnie.

Reklama

Prezes poinformowała również, że teren nie jest ogrodzony. Znajduje się przy nim jedynie tablica z zakazem wstępu. Zapowiedziała jednak, że przygotowywane są działania związane z montażem dodatkowych punktów monitoringu.

Kierownik nie został zwolniony

Radni pytali również o pojawiające się informacje dotyczące odejścia kierownika składowiska. Prezes MOSiR stanowczo zaprzeczyła, jakoby został zwolniony. Wyjaśniła, że sam złożył rezygnację już na początku stycznia, jednak na prośbę zarządu pozostał w pracy do końca kwietnia. Powodem odejścia miało być przejście na emeryturę. Jednocześnie zapewniła, że obecnie funkcję tę pełni osoba spełniająca wymagania dla kierownika składowiska.

Pytania o kompost i możliwe źródło odoru

Podczas dyskusji pojawił się również temat odpadów wykorzystywanych do rekultywacji składowiska i ich możliwego wpływu na uciążliwy zapach odczuwany w różnych częściach Zabrza.

Radny Grzegorz Turek pytał, czy prawdą jest, że w ubiegłym roku wydano zgodę na przyjmowanie odpadu o kodzie 19 05 03, określanego jako kompost nieodpowiadający wymaganiom, nienadający się do wykorzystania, oraz czy taki materiał rzeczywiście trafiał na składowisko. Zwrócił uwagę, że właśnie on może mieć związek z fetorem odczuwanym przez mieszkańców.

Reklama

Wiceprezydent Leszek Kula potwierdził, że taka zgoda została wydana. Podkreślił jednak, że odpad ten nie jest klasyfikowany jako niebezpieczny i zgodnie z przepisami może być wykorzystywany jako warstwa biologiczna podczas rekultywacji składowiska.

Do kwestii tej powrócił również wiceprzewodniczący Rady Miasta Grzegorz Lubowiecki. Zwrócił uwagę, że jeśli na składowisko trafia materiał znajdujący się dopiero na wczesnym etapie kompostowania, to podczas rozkładu naturalnie wydziela on nieprzyjemny zapach, szczególnie w okresie wysokich temperatur.

– Jeżeli takich odpadów przyjdzie kilka czy kilkadziesiąt ton, to przy upałach ten zapach może rozchodzić się na całe miasto – argumentował radny. Jednocześnie zaznaczył, że inaczej wygląda sytuacja, gdy wykorzystywany jest już w pełni przekompostowany materiał, który może służyć jako warstwa biologiczna przy rekultywacji.

Prezydent Kamil Żbikowski nie zgodził się z tezą, że to właśnie składowisko jest głównym źródłem odoru w Zabrzu. Przypomniał, że problem uciążliwych zapachów występuje od wielu lat i wiąże się również z działalnością innych instalacji przemysłowych. Jak zaznaczył, miasto oczekuje zakończenia procesu hermetyzacji tych zakładów, który – zgodnie z deklaracjami – ma zakończyć się do 2028 roku.

W tym miejscu, jako interweniujący dziennikarze, chcieliśmy zaznaczyć, że podczas naszej interwencji dokonaliśmy na usypanej hałdzie kilku odkopów łopatą – za każdym razem wyczuwalny był fetor, a do odkopu momentalnie zlatywały się muchy…

Kontrole dotyczyły przede wszystkim odoru

Wiceprezydent Ewa Weber poinformowała, że w 2025 roku Straż Miejska przeprowadziła 35 kontroli związanych ze zgłoszeniami dotyczącymi fetoru, natomiast w 2026 roku było ich już 30. Ostatnia odbyła się 30 czerwca, jeszcze przed ujawnieniem przez nas sprawy. Wszystkie były reakcją na zgłoszenia mieszkańców dotyczące nieprzyjemnego zapachu.

Z kolei wiceprezydent Leszek Kula przekonywał, że do momentu publikacji materiałów medialnych nie było sygnałów wskazujących na możliwość składowania niebezpiecznych odpadów.

Reklama

– Problem z wysypiskiem zaistniał medialnie w tej chwili. Pojawiła się informacja i film. Teraz wiele służb jest zaangażowanych, żeby wyjaśnić, co tam się znajduje i jak to się tam znalazło – powiedział.

Źródło: W Zabrzu

Subskrybuj nasz kanał na YouTube! 👇

Reklama