Rada nie wycofała się z uchwały „antyimigranckiej”
fot. Piotr Antczak / ilustracyjne

Rada nie wycofała się z uchwały „antyimigranckiej”

Nadzwyczajna sesja Rady Miasta Zabrze, zwołana w poniedziałek 16 marca o godz. 7:45, nie przyniosła oczekiwanego przez władze miasta skutku. Radni nie zgodzili się na uchylenie uchwały z 23 czerwca 2025 roku, w której samorząd wyraził sprzeciw wobec tworzenia w Zabrzu ośrodków dla imigrantów oraz przymusowej relokacji migrantów. Projekt nie uzyskał większości.

Reklama

ZOBACZ TEŻ: Rada chce wycofać się z uchwały ws. imigrantów – W Zabrzu

Przypomnijmy, w czerwcu ubiegłego roku Rada Miasta Zabrze przyjęła obywatelski projekt uchwały wyrażającej sprzeciw wobec tworzenia na terenie miasta ośrodków dla imigrantów. Dokument miał charakter prewencyjny – w momencie jego uchwalania nie było żadnych planów tworzenia takich ośrodków, a mieszkańcy przygotowali projekt niejako „na wypadek, gdyby takie plany się pojawiły”.

Reklama

Teraz radni chcieli się z uchwały wycofać

Oficjalnym powodem były rzekome wady prawne, choć uchwała obowiązuje 9 miesięcy, a wojewoda nie dopatrzył się w niej błędów i jej nie uchylił. Nieoficjalnie mówiło się jednak o naciskach rządowych, co wywnioskować można było też z wypowiedzi przewodniczącego Rady Grzegorza Olejniczaka dla naszego portalu:

– Zostały złożone wnioski o dofinansowanie do ministerstw. Przy ich analizie zwrócono uwagę na tę uchwałę i na to, że będzie ona kolidować z przyznaniem środków – powiedział przewodniczący.

Więcej na ten temat piszemy w artykule: Rada chce wycofać się z uchwały ws. imigrantów

Jak głosowali radni?

W głosowaniu nad projektem uchwały w sprawie uchylenia uchwały z 23 czerwca 2025 r. dotyczącej sprzeciwu wobec tworzenia w Zabrzu ośrodków dla imigrantów oraz nieprzyjmowania imigrantów w ramach paktu migracyjnego, 8 radnych było za uchyleniem, 13 było przeciw, a 4 wstrzymało się od głosu.

Reklama

Za uchyleniem uchwały zagłosowali: Janusz Bieniek, Wojciech Niezgoda, Grzegorz Olejniczak, Mariola Olichwer, Urszula Potyka, Marian Rau, Maciej Śliwa oraz Dariusz Walerjański.

Przeciw uchyleniu uchwały byli: Łucja Chrzęstek-Bar, Sebastian Dziębowski, Martyna Francikowska, Paweł Front, Adam Ilewski, Krystian Jonecko, Lucyna Langer, Grzegorz Lubowiecki, Ferdynand Reiss, Anna Sosnowska, Marcin Szczerba, Grzegorz Turek i Maciej Zgrzendek.

Od głosu wstrzymali się: Alojzy Cieśla, Adam Harasimowicz, Artur Libor oraz Wioletta Szymańska.

Reklama

Dyskusja

Już na początku obrad pojawił się wniosek o 15-minutową przerwę, zgłoszony przez radnego Sebastiana Dziębowskiego. Argumentował on, że skoro projekt uchwały został przedłożony przez prezydenta miasta, to właśnie prezydent powinien być obecny podczas procedowania (Kamil Żbikowski nie był obecny na sesji). Ostatecznie wniosek został wycofany po deklaracji, że w zastępstwie pełne umocowanie do procedowania ma obecna na sesji przedstawicielka władz miasta, czyli wiceprezydent Ewa Weber.

W dalszej części obrad Dziębowski ostro skrytykował sam pomysł uchylenia wcześniejszej uchwały. Przypominał, że dokument był – jak mówił – „jasnym sygnałem skierowanym do władz państwowych”, a skoro wojewoda w ustawowym terminie 30 dni nie stwierdził jego nieważności, to dziś – jego zdaniem – właściwą drogą byłoby ewentualne skierowanie sprawy do sądu administracyjnego, a nie wycofywanie uchwały przez samą radę. Radny podnosił też argument politycznego nacisku, mówiąc wprost o wyborze „pieniądze albo bezpieczeństwo mieszkańców”.

Podobne stanowisko zajęło kilku innych radnych. Grzegorz Turek zwracał uwagę, że radni początkowo byli informowani, iż sprawa ma charakter „porządkujący” i nie zapowiada się na szeroką debatę, a dopiero później okazało się, że chodzi o uchylenie głośnej uchwały. W jego ocenie brakowało tu konsekwencji, skoro z jednej strony mówi się o wadach prawnych wcześniejszego aktu, a z drugiej proponuje się jego uchylenie, choć – jak podkreślał – uchwała i tak nie wywołuje realnych skutków prawnych.

Reklama

Również wiceprzewodniczący Grzegorz Lubowiecki przekonywał, że rada nie powinna zmieniać stanowiska pod presją możliwej utraty środków zewnętrznych. W jego wystąpieniu pojawił się argument, że samorząd nie odpowiada za politykę migracyjną państwa, a czerwcowa uchwała miała charakter politycznej opinii rady, a nie aktu sprawczego. Krytycznie odnosił się także do sytuacji, w której – jak mówił – samorząd miałby korygować swoje stanowisko z obawy o utratę unijnych pieniędzy.

W podobnym tonie wypowiadali się także Adam Ilewski i Łucja Chrzęstek-Bar. Ilewski mówił o „bezczelnym szantażu”, jeśli rzeczywiście od tej uchwały miałoby zależeć przyznanie środków dla miasta. Chrzęstek-Bar podkreślała natomiast, że nie przypomina sobie sytuacji, by rada uchylała wcześniej własną uchwałę tego rodzaju, a decyzje radnych powinny uwzględniać głos mieszkańców.

Wyraźnie odmienne stanowisko przedstawił radny Maciej Śliwa. Podkreślał, że uchwałę z czerwca ubiegłego roku uważa za niegodną Rady Miejskiej w Zabrzu. Odwoływał się zarówno do chrześcijańskiego obowiązku pomocy przybyszom, jak i do polskiej historii, w której sami Polacy wielokrotnie byli uchodźcami szukającymi schronienia poza granicami kraju. Zwracał też uwagę, że relokacja migrantów, o której mowa w uchwale, jest obecnie bezprzedmiotowa, bo Polska została wyłączona z tego mechanizmu, a sama debata wokół niej została – w jego ocenie – politycznie podgrzana.

Uchwała koliduje z unijnymi dotacjami

Kluczowe wyjaśnienia w imieniu władz miasta przedstawiła podczas sesji wiceprezydent Ewa Weber. Przekonywała, że radni nie stają przed wyborem między pieniędzmi a bezpieczeństwem, lecz między możliwością dalszego sięgania po dotacje a ryzykiem ich utraty. Jak wyjaśniła, problem pojawił się w związku z wnioskiem złożonym przez Muzeum Górnictwa Węglowego o środki unijne. Wniosek miał zostać zwrócony do wyjaśnienia właśnie w związku z obowiązującą uchwałą.

Reklama

Wiceprezydent stanowczo odrzucała zarzuty o szantaż. Jak mówiła, nie chodzi o naciski polityczne, lecz o obowiązujące przepisy unijne i ich praktyczne konsekwencje dla samorządów ubiegających się o dofinansowanie.

– Jeżeli ta uchwała będzie dalej w obrocie prawnym, to niestety, ze względu na przepisy unijne, nie polski rząd, tylko przepisy unijne, powoduje ona sytuację taką, że tych środków pozyskiwać nie będziemy mogli – mówiła Ewa Weber.

Dodała też, że podobne uchwały były już wycofywane w innych miastach, wymieniając m.in. Bielsko-Białą, Zamość i Kożuchów. Argumentowała również, że droga sądowa byłaby zbyt czasochłonna, a w tym czasie Zabrze mogłoby zostać zablokowane w dostępie do części środków.

Mimo tych wyjaśnień większość radnych nie poparła projektu uchwały. Po burzliwej debacie przewodniczący zarządził głosowanie. Wynik okazał się jednoznaczny: projekt uchylenia uchwały przepadł.

Tym samym Rada Miasta Zabrze nie wycofała się ze swojego stanowiska przyjętego w czerwcu 2025 roku. Spór wokół uchwały najprawdopodobniej jednak się nie kończy, bo jego stawką są nie tylko kwestie polityczne i światopoglądowe, ale również realne konsekwencje finansowe dla miasta. Czy miastu zostanie teraz zakręcony kurek z dotacjami?

Źródło: W Zabrzu

Subskrybuj nasz kanał na YouTube! 👇

Reklama
Reklama